Jak ograniczyć wydatki na impulsywne zakupy?

Jak ograniczyć wydatki na impulsywne zakupy

Ograniczając wydatki, oszczędności zaczynamy szukać często tam, gdzie ich znalezienie jest nie tylko trudne, ale wymaga również narzucenia pewnego reżimu. Rozpoczynając swoją przygodę z oszczędzaniem, warto zatem zacząć od wprowadzenia prostych nawyków. Tym, który ja proponuję na dobry początek jest właśnie ograniczanie wydatków na impulsywne zakupy!

Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego ludzie przechodzący na dietę odchudzającą tak często i tak szybko z niej rezygnują? Głównym powodem jest to, że nie robią tego stopniowo. Chcą szybko zgubić nadmiar kilogramów i decydują się na wymagające diety, w których występuje monotonia posiłków, a smak potraw pozostawia wiele do życzenia. Zamiast na początek zrezygnować z paczki chipsów, kremówki i puszki coli, które są bardzo kaloryczne, decydują się na tekturowe omlety i ćwiczenia pięć razy w tygodniu. Po miesiącu walki następuje pierwszy kryzys, z którego niewielu potrafi się podnieść. Ostatecznie porzuca się marzenia o zdrowym trybie życia i wymarzonej sylwetce. Tak samo jest z oszczędzaniem. Zamiast zrezygnować z dużych, kosztownych zakupów: nowego telefonu, większego telewizora, czy kolejnego gadżetu, decydujemy się na wymianę uszczelek, ograniczamy psiknięcia perfumami, czy zaczynamy ładować telefon w pracy. Zacznijcie od kontroli dużych wydatków, a kolejne nawyki przyjdą same albo… okażą się po prostu niepotrzebne :).

Skąd biorą się impulsywne zakupy?

„Hedonizm” – to słowo najlepiej charakteryzuje czym kieruje się współczesny konsument. Ciągłe szukanie przyjemności i nieuzasadniona gratyfikacja samego siebie to taka nieodłączna część dzisiejszej rzeczywistości. Tę konsumpcjonistyczną postawę trafnie obnaża MJ DeMarco w swojej książce „Fastlane Milionera”, gdzie ludzie owładnięci nadmierną potrzebą kupowania ulotnego szczęścia w postaci dóbr materialnych określani są mianem „chodnikowców”. Zamiast rzucać się w wir niekończącej się krytyki takiego działania, wolę uświadomić Wam, że taka postawa jest niejako wpisana w naszą naturę jako konsumentów XXI wieku. Dlatego przekornie czuję się w obowiązku, by stanąć w obronie siebie i innych, którzy ulegają tej potrzebie zakupów – w końcu cóż złego w tym, że w życiu kierujemy się szczęściem i przyjemnością. Można by rzec, że nic, ale kupowanie szczęścia bywa krótkowzroczne. Zakupoholizm, nawet w swej najłagodniejszej formie, może odbić się nam czkawką w postaci nadwyrężenia kondycji naszych finansów osobistych.

Ja sam doskonale wiem, jak ciężko czasami odmówić sobie tej, często zbytecznej, przyjemności zakupu. Zygmunt Bauman, który zajmował się problemem konsumpcjonizmu, słusznie zauważył, że co innego być biednym w świecie producentów i uniwersalnego zatrudnienia, a co innego w świecie nieustającej konsumpcji, gdzie życie zbudowane jest wokół wyborów konsumentów, a nie pracy. Bauman wskazuje zatem, że potrzeba zakupów bierze się głównie z zewnątrz, w wyniku wpływów środowiska, a to współcześnie bombarduje nas niezliczoną ilością marketingowej treści w postaci równie niezliczonej ilości form.

Jak w takim razie bronić się przed tymi niepożądanymi zachciankami zakupowymi? Poszukajcie źródła zakupowej potrzeby. Ta introspekcja pozwoli Wam na zidentyfikowanie konsumpcjonistycznych zapędów i stłumienia ich w zarodku. Warto również wypróbować na sobie psychologiczne „sztuczki”, które pozwolą na zmniejszenie częstotliwości z jaką wystawiacie się na marketingowy cios w achillesową piętę, a także umożliwi lepsze przygotowanie do procesu zakupu jako takiego. Zacznijcie zatem od wspomnianej autodiagnozy i połączcie ją z metodami, które przedstawiłem na końcu tego artykułu.

Zaglądając do wnętrza głowy – jak rodzi się potrzeba zakupu?

Potrzeba rodzi się w głowieProces zakupu można podzielić na dwie główne fazy. Pierwszą z nich stanowi zrodzenie się potrzeby zakupowej określonego rodzaju produktu, a drugą fazą jest podjęcie decyzji o zakupie konkretnego już produktu. Pierwsza faza zakupu często powstaje w wyniku wspominanych impulsów zakupowych i bywa podejmowana pod wpływem emocji. Badania wskazują jasno, że współczesna generacja „Millenialsów” jest o 52% bardziej skłonna do kupowania dóbr pod wpływem impulsu. Nie jest to kwestia wyłącznie młodego wieku – kolejne statystyki, wskazują wyraźny trend tego zjawiska, bowiem w roku 2016 po uwzględnieniu inflacji 20% Amerykanów wydało co najmniej 1 000 dolarów na nieplanowane zakupy, a liczba ta w roku 2000 nie przekraczała 14%. Współczynnik decyzji podejmowanych „na miejscu”, czyli bez wcześniejszego planowania wynosi natomiast niemal 40%.

Powyższe statystyki nie wskazują, czy zakupowa potrzeba zrodziła się dopiero w sklepie, ale w wielu przypadkach właśnie wtedy przyjęła ona swój ostateczny kształt. Tym samym aktywowała czerwony przycisk znajdujący się w głowie każdego z nas – „KUPUJ!”. Cały czas znajdujemy się pod wpływem nieustającego strumienia zachęt zakupowych. Już nie za pomocą wielkich billboardów, a treścią z social mediów marketingowcy próbują zwrócić naszą uwagę. Trzeba przyznać, że nieźle im to wychodzi i odbywa się to w coraz bardziej subtelny sposób. Już nie poprzez tandetne chwyty, a przemyślany atak na hierarchię naszych wartości, by ostatecznie wskazać, że czegoś nam ciągle do szczęścia brakuje.

Wdech, wydech – ograniczanie wydatków to spokojna analiza

Nie sposób obronić się przed marketingowymi treściami, które prędzej czy później do nas dotrą i, wytrwale niczym kornik, zaczną wiercić dziurę w naszej zakupowej osłonie. Jest to szczególnie istotne w przypadku dóbr konsumpcyjnych, gdzie z natury mamy do czynienia z większą skłonnością do impulsywnych zakupów. Nabywanie rzeczy w tej kategorii częściej dokonywane jest pod wpływem emocji. Sama linia podziału pomiędzy dobrami konsumpcyjnymi a trwałymi uległa przesunięciu, powiększając grupę tych pierwszych. To z kolei poszerzyło grupę produktów, które jesteśmy skłonni kupić bez dłuższego namysłu. Z tego powodu warto czasami przystanąć na chwilę i przed zakupem zadać sobie następujące pytania:

  • Dlaczego chcę to kupić?
  • Jak często będę z tego korzystać?
  • Czy podobna rzecz, którą już posiadam nie jest dla mnie wystarczająca?
  • Czy wyczerpałem/wykorzystałem możliwości darmowej alternatywy?
  • Czy moje przesłanki zakupowe są dla mnie naprawdę istotne (chęć zaimponowania innym, gadżeciarstwo, presja społeczeństwa)?

Jeśli przy odpowiedzi na któreś z tych pytań zauważamy, że próbujemy przekonać samych siebie średniej jakości argumentami racjonalizując zakup, to może warto wstrzymać się z podjęciem ostatecznej decyzji? Ten prosty zabieg może zaskoczyć Was swoją skutecznością. Badania wskazują, że w 47% przypadków odłożenie decyzji zakupowej prowadzi do zaniechania danego zakupu w przeciągu 6 kolejnych miesięcy.

Musicie być natomiast świadomi, że sama refleksja nad zasadnością zakupu nie zawsze będzie wystarczająca. W badaniach opublikowanych w International Journal of Consumer Studies potwierdzono, że w obliczu pojawienia się nowszej wersji produktu konsumenci, którzy posiadają wersję starszą, stają się bardziej lekkomyślni przy jej używaniu, prowadząc często do jej niezamierzonego uszkodzenia! Paradoksalnie do takich zachowań są szczególnie skłonne te osoby, które do zakupu produktu potrzebują silnych, racjonalnych przesłanek. Oznacza to, iż konieczność racjonalizacji zakupu może prowadzić do „irracjonalizacji” naszych działań związanych z użytkowaniem szybko starzejących się produktów. Sami marketingowcy obnażyli nawet ten fenomen w jednej z reklam sieci Virgin Mobile „Happy Accidents” :).

Nowe wypycha stare

Jako konsumenci posługujemy się prostym mechanizmem, który pozwala nam określić, czy zainwestowane w produkt pieniądze zwróciły się w postaci uzyskanej korzyści. Robimy to poprzez nieustanne śledzenie kosztów i użyteczności dóbr w czasie. Wraz ze wzrostem sumy uzyskanych korzyści wzrasta nasza skłonność do zakupu nowego produktu/modelu. Co innego jednak, jeśli jesteśmy postawieni w sytuacji „potrzebuję nowego produktu”, a co innego w sytuacji „chcę nowego produktu”. Ten pierwszy odwołuje się bowiem do sytuacji z poprzedniego akapitu. Natomiast w przypadku, gdy kupujemy nowy szampon, który poleciła nam nasza koleżanka i którego zbawienne efekty widzieliśmy na jej włosach, dotychczas stosowany produkt zużywamy szybciej lub całkowicie rezygnujemy z jego konsumpcji na rzecz nowego.

Ograniczanie wydatków w obliczu dodatkowych pieniędzy

Dodatkowe pieniądze zwiększają skłonność do niepotrzebnych wydatkówBrak racjonalności nie musi przejawiać się wyłącznie w przypadku samego zakupu czy użytkowania danej rzeczy, ale może wystąpić jeszcze wcześniej. Moim ulubionym przykładem braku racjonalności zakupowej są często spotykane dodatkowe środki pieniężne w kafeterii, które dostają pracownicy w okresie świątecznym. Z reguły środki te możemy przeznaczyć na bony do sklepów, kin, czy teatrów. Najrozsądniejszym, z punktu widzenia ekonomicznego, byłoby potraktowanie tych funduszy jako zwykłych pieniędzy i wybranie bonów, które posłużą nam w codziennych zakupach. Na przykład w sklepach z jedzeniem lub na stacji paliw. Ale rzeczywistość pisze swoje własne scenariusze…

Z uśmiechem na ustach słucham uzasadnień koleżanek i kolegów, którzy argumentują swój wybór bonów do drogerii czy pewnej sieci księgarni. Najczęściej powołują się na zbliżające się święta, a więc idącą za tym konieczność zakupu prezentów, albo na to, że dany kosmetyk i tak wkrótce im się skończy. W normalnej sytuacji w obu przypadkach dokonaliby jednak zakupu przez Internet albo w sklepie tańszym. Dzięki temu zaoszczędziliby pewną część z tych pieniędzy lub też kupiliby więcej – w obu przypadkach końcowa korzyść byłaby większa. Dodatkowe środki pieniężne, które nie stanowią stałej części naszej pensji są natomiast często traktowane jako bonus i przeznacza się je na ponadprogramową konsumpcję.

Każdy uwielbia niespodzianki!

Subskrypcje, najczęściej opłacane miesięcznie, stanowią odkrytą w ostatniej dekadzie żyłę złota dla przedsiębiorstw, a dla nas potencjalną przyczynę regularnego odpływu środków z naszego konta. Netflix, Amazon, Spotify i gry wideo – niemal wszędzie wprowadza się ten model sprzedaży, który coraz częściej stanowi samonapędzająca się spiralę konsumpcji. Regularnie opłacany abonament daje nam bowiem szereg korzyści w postaci np. niższych cen, darmowej i szybkiej przesyłki czy darmowych produktów. By nie zmarnować dostępnych przywilejów kupujemy więcej i częściej. W erze usług abonamentowych czekają na nas jednak jeszcze bardziej wyrafinowane zagrywki.

Subskrypcje w formie niespodzianekStandardowe subskrypcje dostarczają nam usług i produktów, które są jasno określone. Płacimy i wiemy dokładnie, co dostajemy w zamian. Natomiast marketingowym hitem kilku ostatnich miesięcy są według mnie zakupowe subskrypcje, dzięki którym otrzymujemy paczkę losowych produktów. No, nie do końca losowych, ponieważ kategoria produktów jest z reguły jasno określona i dla wszystkich subskrybentów jednakowa. Wykorzystuje się tutaj świetny schemat gwiazdkowego prezentu – nie wiemy, co dokładnie znajduje się w takiej paczce, a to podnosi związaną z zakupem ekscytację. Niestety, wspomniana losowość nie sprzyja planowaniu zakupów, ponieważ nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co dokładnie dostaniemy i czy aktualnie, jeśli w ogóle, tego potrzebujemy. Podobny schemat wykorzystują skomercjalizowane kalendarze adwentowe, które skrywają np. kosmetyki – to dopiero hit (wystarczy zobaczyć liczbę wyświetleń pod filmikami z otwierania takich kalendarzy, dzień po dniu)!

Nieograniczone potrzeby dzieci a ograniczone możliwości naszych portfeli

Ostatnim bodźcem zakupowym, który nie sprzyja ograniczaniu wydatków, a który chcę poruszyć, są dzieci. Dzieci stanowią często najsilniejsze i najtrudniejsze do kontrolowania źródło zakupowej irracjonalności. Rodzice potrafią wykazać się bardzo dużym poświęceniem dla dobra swoich pociech, a te potrafią to bezlitośnie wykorzystać. Manipulowane przez marketingowe treści i presję środowiska dzieci potrafią skutecznie domagać się zaspokajania coraz to nowszych zakupowych zachcianek.

Ponownie, próbując podnieść wiarygodność tego wpisu, odwołam się do badań, które pokazują, że, nawet w gospodarstwach o niskich dochodach, konsumpcja produktów markowych występuje na podobnym poziomie co w gospodarstwach o średnich dochodach. Z kolei pieniędzy na takie wydatki poszukuje się tam, gdzie może mieć to negatywne skutki dla zdrowia naszego i dzieci, np. poprzez kupno jedzenia niskiej jakości. Nie jesteśmy odporni na prośby dzieci, bo chcemy dla nich jak najlepiej. Skoro chcemy zwalczyć w sobie irracjonalne potrzeby zakupowe, to musimy tego nauczyć także naszych dzieci.

Podoba Ci się nasz artykuł?

Spokojnie, ten wpis pozostanie darmowy, ale jeśli chciałbyś przeczytać więcej artykułów takich jak ten, to zapisz się na naszego newslettera – zero spamu!

 

Zmiana zaczyna się od Was

Decyzje podejmowane przez konsumentów są przedmiotem licznych badań, a ich wyniki potrafią mocno zaskakiwać. Wiele z nich uświadamia nam pewne schematy, za którymi nieświadomie podążamy, a które niekoniecznie są dobre dla naszych finansów. Mam nadzieję, że ułamek tych schematów, przedstawionych przeze mnie w niniejszym wpisie, pomoże też Wam podczas kolejnego zakupowego szaleństwa.

Powyższe przykłady można by mnożyć, ale rozpoznawanie i walka z impulsami zakupowymi nie musi toczyć się wyłącznie na płaszczyźnie podejmowania decyzji. Możemy na to wpływać również poprzez swój styl życia, na przykład prowadząc budżet, w którym przewidziane są określone kwoty na określone zakupy. Skoro udało nam się dokładnie omówić kwestie sposobu myślenia o zakupach i nastawienia do nich, to teraz możemy przejść do listy pomocnych tricków.

Praktyczne sposoby ograniczania impulsywnych zakupów

Poniżej, przedstawiam kilka metod wraz z ich krótkim opisem, które pomogą utrzymać w ryzach zakupowe żądze. Te krótkie porady zmniejszą też częstotliwość z jaką wystawiacie się na zakupowe impulsy:

  1. Płać kartą

Wydawać by się mogło, że to karty kredytowe lub debetowe stanowią zagrożenie dla naszych finansów, ponieważ nie widzimy, jak szybko pieniądze uciekają, a w momencie zakupu fizycznie nie czujemy wartości wydawanego pieniądza. Rzeczywistość jest jednak zgoła odmienna. Jeśli regularnie kontrolujemy nasze finanse, to płatności kartą są lepsze w identyfikowaniu na co przeznaczamy nasze pieniądze. Nawet jeśli nie prowadzimy własnego budżetu, to wiele banków za darmo oferuje nam prostą analizę wydatków w ramach panelu klienta. To pozwoli na zorientowanie się w poniesionych wydatkach.

  1. Przygotuj listę z zakupami

Sposób znany od dawna, który pomoże Wam nie tylko nie zapomnieć o tej puszce pomidorów, ale także uchroni Was przed zakupem tego, czego nie planowaliście. Bardzo ważne natomiast, by lista była zrobiona skrupulatnie, bez pominięcia potrzebnych produktów. Gdy w koszyku zaczną lądować potrzebne rzeczy, których nie było na liście, to większa szansa, że wylądują tam też takie, których nie potrzebujecie. Ponadto przygotowanie zakupowej listy oznacza, że na zakupy idziemy wtedy, gdy faktycznie musimy, a to dodatkowo sprzyja racjonalnym decyzjom.

  1. Usuń dane swojej karty ze sklepów i platform internetowych

Kupowanie za pomocą jednego przycisku (One-Click Purchasing) jest może wygodne, ale niesamowicie sprzyja nieprzemyślanym zakupom. Ileż to razy perspektywa grzebania w torbie w poszukiwaniu portfela zniechęciła mnie do zakupu i spowodowała jego odłożenie na później. A później… no cóż, zmieniłem zdanie o „niezbędnym” zakupie.

  1. Poinformuj rodzinę i znajomych o swoim podejściu do finansów

Znacie tę metodę stawiania sobie celów, a następnie zwiększaniem szansy na ich realizację poprzez informowanie o tym swoich znajomych? Podobny trick można zastosować z zakupami – powiedzcie najbliższym, że prowadzicie budżet i oszczędzacie pieniądze. To, po pierwsze, zmotywuje was do trzymania się tego postanowienia i ograniczania niepotrzebnych wydatków, a po drugie, zmniejszy nacisk ze strony znajomych na wieczornych wypadach.

  1. Idąc na zakupy, zostaw samochód w domu

Niekonwencjonalną metodą ograniczania zbędnych wydatków jest robienie zakupów pieszo. Metoda skuteczna zarówno przy zakupach odzieżowych, jak i spożywczych, ponieważ nie możemy kupić więcej niż jesteśmy w stanie unieść. Może natomiast nie zdać egzaminu, jeśli w grę wchodzi jubiler lub inne lekkie, a kosztowne zakupy, gdzie problem transportu nie będzie występował.

  1. Unikaj „bananowych” znajomych

Klasa nowobogacka ze wszystkimi swoimi przymiotami niestety istnieje. Jeśli obracamy się w takich kręgach, to z pewnością poczujemy presję z zewnątrz na zwiększenie swoich wydatków konsumpcyjnych.

  1. Oceniaj wartość zakupu przez pryzmat proporcji ceny do jakości/użyteczności

Nie zawsze najdroższe znaczy najlepsze, a już na pewno nie najbardziej ekonomiczne. Warto pamiętać, by przy każdym zakupie mieć na uwadze rzeczywisty czas użytkowania danego dobra związany z cyklem jego życia. Dla telefonów na przykład wynosi średnio 2 lata. Po co zatem kupować telefon za 3000 zł, skoro jego użyteczność będzie jedynie nieznacznie wyższa od tego za 1500 zł? Używać go będziesz przez 3 lata, a nie dwa tak jak tego tańszego? OK, ale po dwóch latach możesz kupić kolejny telefon za 1500 zł, który będzie lepszy niż ten za 3000 zł 2 lata temu.

  1. Sprawdź, co masz

Otwórz szafę, kosmetyczkę, spiżarnię i zrób małą inwentaryzację. Sprawdź, co masz, a czego nie. Czego nadal potrzebujesz, a z czego już nie korzystasz. Może okazać się, że gruby sweter spoczywający na dnie Twojej szafy jest całkiem niezły, a prążkowany krawat, który dostałeś kiedyś na Gwiazdkę nadal pasuje do Twojej koszuli.

  1. Odczekaj i przemyśl

Im dłużej zwlekasz z zakupem, tym większa szansa, że ostygniesz z emocji i uświadomisz sobie, że jednak nie potrzebujesz tych świecących butów LED.

  1. Nie rzucaj się na wyprzedaże

Wyprzedaże są super, bo pozwalają zaoszczędzić pieniądze na planowanych zakupach. Haczyk tkwi w tym, że na wyprzedażach musimy kupować to, co i tak mieliśmy zamiar kupić. Jeśli kupujemy spontanicznie, to nie oszczędzamy pieniędzy, a co gorsza jesteśmy przekonani, że tak właśnie zrobiliśmy.

  1. Nie działajcie sami

Jeśli pozostajecie w związku, to postanowienie ograniczania zakupów poczyńcie razem ze swoją drugą połówką. Dzięki spójnemu spojrzeniu na kwestie wydatków łatwiej Wam będzie osiągnąć zamierzony cel powiększając oszczędności. Pozwoli to również na uniknięcie konfliktów ze względu na różnice w praktykowanym podejściu. Ponadto statystyka stoi po stronie tych z Was, którzy są w związku. Badania pokazują, że single dokonują średnio o 45% więcej impulsywnych zakupów!

Podsumowanie

Mam nadzieję, że, poprzez mnogość przedstawionych przykładów, przekonałem Was do refleksji na temat sposobu robienia zakupów. Świadomość wad i słabości to pierwszy krok do ich zwalczania. Potraktujcie to zatem jako moją poradę kończącą ten artykuł, by przez pryzmat swoich słabości zastanowić się nad źródłem wewnętrznej potrzeby zakupowej, gdy takowa się pojawi. Im częściej takie ćwiczenie będziecie wykonywać, tym większa szansa, że zaczniecie podważać zakupowe pobudki kierujące Wami w danej chwili. Połączcie to z garścią praktycznych porad z tego artykułu, a prędzej czy później zauważycie, że ilość niekoniecznie potrzebnych zakupów się zmniejsza, a oszczędności w budżecie domowym zaczynają rosnąć. I tego Wam właśnie życzę!

Ponownie zachęcam do komentowania wpisu i dzielenia się swoimi sposobami na kontrolowanie się w zakupowym rauszu 😉.

 

2 KOMENTARZE

  1. Świetny artykuł! Kontrolowanie wydatków poprzez wyciągi z banku to super pomysł☺️ U mnie najlepiej działa robienie zakupów spożywczych przez internet, wtedy udaje mi się kupić to czego naprawdę potrzebuję a nie korzystać z wszystkich promocji, które akurat są w sklepie i zaopatrywanie się ostatecznie w produkty, których nigdy nie użyje.

    • Zakupy spożywcze przez Internet, to faktycznie niezły pomysł! Szukasz tego, co aktualnie potrzebujesz, czyli działa tutaj efekt zaplanowanych zakupów :). My dopiero niedawno zrobiliśmy pierwsze zakupy spożywcze przez Internet, ale teraz zamierzamy korzystać z tej opcji regularnie.
      Z drugiej strony, promocje, o których wspominasz, to świetny sposób na oszczędności. Swoją listę zakupów możesz stworzyć wychodząc od produktów przecenionych, a w przypadku jedzenia trudniej o impulsywny zakup. Przynajmniej mnie przecenione piersi kurczaka nie przyciągają tak bardzo, jak nowa koszula czy płaszcz ;). Ale o tym (promocjach) jeszcze na pewno napiszemy na blogu!

      Maciek

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Dodaj swój komentarz!
Wprowadź imię