Jak oszczędzać na jedzeniu? – czyli zdrowo i do syta za 400 zł/mies.

Jak oszczędzać na jedzeniu?

„Jedzenie to jedna z tych rzeczy, na której nie można oszczędzać”, albo: „jak oszczędzasz na jedzeniu, będziesz płacił u lekarza”, czy: „tanio, smacznie, zdrowo – wybierz dwa” – to jedne z moich ulubionych powiedzonek ludzi, którzy w ten sposób usprawiedliwiają swoje nadmierne wydatki związane z żywnością. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że ich sposób żywienia często pozostawia wiele do życzenia i nie ma zbyt dużo wspólnego ze zdrowiem. W niniejszym artykule postaram się udowodnić Wam, że skomponowanie różnorodnej, pysznej, a zarazem taniej diety jest w zasięgu Waszych możliwości. Trzeba tylko chcieć 😉.

Tania, zdrowa i smaczna dieta? To możliwe!

Wiecie ile wydajecie na jedzenie? My odkąd mieszkamy razem, ani razu nie przekroczyliśmy 400 zł na osobę miesięcznie. Celem doprecyzowania (ponieważ ceny różnią się w zależności od regionu Polski), zaznaczę tylko, że mieszkamy w Krakowie, a więc w dużym mieście. Naszą dietę określiłabym jako smaczną, raczej zdrową (ale bez przesady – daleko nam do Anny Lewandowskiej 😉), kolorową, tanią i łatwą w codziennym przygotowaniu.

Wiele osób w naszym otoczeniu zdaje się być zdziwiona faktem, że można ułożyć swój jadłospis w ten sposób, aby nie ucierpiało na tym nasze zdrowie, ale również portfel. W tym miejscu ktoś z Was, patrząc na nasze zdjęcia, mógłby powiedzieć: „no dobra, dobra, łatwo Wam mówić, bo jesteście drobnej budowy i nie potrzebujecie aż tyle jedzenia, aby zaspokoić swoje dzienne zapotrzebowanie kalorii”. No i macie nas – faktycznie tak jest, nie jemy wcale tak dużo. Właśnie dlatego do napisania niniejszego artykułu posłużę się przykładem mojej siostry bliźniaczki – Martyny i jej chłopaka Konrada. Oni, podobnie jak ja i Maciek – również mieszczą się w 400 zł miesięcznie na osobę, ale spożywają więcej kalorii niż my, co jest związane m.in. z ich trybem życia i wykonywaną pracą.

Jak jeść zdrowo i tanio?Jak oszczędzać na jedzeniu?

Konrad – jako trener na siłowni, którego ciało stanowi jego najlepszą wizytówkę, spożywa ok. 3000 kcal dziennie. Natomiast Martyna nieco mniej, bo 2300 – 2500 kcal. Wszystkie zdjęcia zamieszczone w niniejszym artykule pochodzą z ich prywatnego archiwum i przedstawiają przykładowe posiłki przygotowywane przez nich na co dzień. Mam nadzieję, że te intensywne, soczyste kolory zainspirują kulinarnie niejedną osobę i raz na zawsze rozprawią się z mitem, iż tania dieta musi być monotonna i wątpliwej jakości 😊. Dodatkowo poprosiłam Martynę i Konrada, aby pozbierali wszystkie swoje paragony z zeszłego miesiąca. Załączam je Wam poniżej do wglądu.

Miesięczne wydatki na jedzenie

No dobra, już wiemy, że się da, ale jak to zrobić? W czym tkwi sekret robienia ekonomicznych zakupów spożywczych? Akurat w przypadku owej pary słowo-klucz to promocja. Martyna i Konrad komponują swój jadłospis według aktualnych obniżek cen produktów, które lubią i których używają. W ten sposób są w stanie przygotować zdrowe, pożywne i tanie obiady na cały tydzień. W dobie Internetu łatwo można zaplanować takie zakupy z odpowiednim wyprzedzeniem. Dla mnie jest to kluczowe, ponieważ w przeciwnym razie marnuję w sklepach mnóstwo czasu, miotając się bez celu pomiędzy kolorowymi alejkami. Jak to zrobić? Wystarczy założyć w danym supermarkecie kartę stałego klienta i wyrazić zgodę na przysyłanie na pocztę internetową informacji nt. promocji. Tylko tyle i aż tyle.

Promocja – robisz to źle

Okazuje się, że spora część konsumentów korzysta z tej opcji nieprawidłowo. Nieprawidłowo? Jak można korzystać z promocji nieprawidłowo? A no, można. Promocja w założeniu (przynajmniej z perspektywy klienta), ma spowodować, że zaoszczędzimy, kupując dany produkt po cenie niższej niż regularna. Niestety, wielu z nas o tym zapomina, nabywając przypadkowe towary, tylko dlatego, że zostały opatrzone zachęcającym napisem „promocja”. W rezultacie nierzadko kupujemy za dużo (paradoksalnie wydając więcej pieniędzy niż byśmy chcieli) lub zaopatrujemy się w produkty, których nie lubimy, uważamy za zbędne lub nie mamy pomysłu, co z nich przygotować.

Jak prawidłowo korzystać z promocji?

Przede wszystkim nie należy rzucać się bezmyślnie na każdą „okazję”. Zastanówcie się, czy obniżka ceny na dany produkt rzeczywiście przyczyni się do odciążenia Waszego portfela. A może ulegacie tylko iluzji? Po co np. mielibyście kupować trzy pasztety w cenie dwóch, skoro na co dzień go w ogóle nie spożywacie?

Jak korzystać z promocji w supermarkeciePo drugie, nie kupujcie za dużo. Ten problem był już poruszany na naszym blogu, ale w odniesieniu do kosmetyków, o czym możecie przeczytać w artykule nt. moich patentów na kobiece oszczędzanie. Wróćmy jednak do produktów spożywczych. Czy byliście świadomi, że według danych z 2017r. statystyczny Polak wyrzuca rocznie ok. 52kg (!) żywności? Miejmy na uwadze, że marnowanie jedzenia wcale nie rozpoczyna się na etapie pozbywania się jego nadpsutych resztek, ale już w sklepie, podczas jego nabywania. Oczywiście, jeżeli promocja dotyczy produktów o długim terminie przydatności do spożycia jak ryż czy makaron, nic nie stoi na przeszkodzie w zrobieniu małych zapasów na przyszłość. W takiej sytuacji jest to wręcz wskazane. Co natomiast, gdy przecenionym produktem są np. jajka, albo jakieś owoce czy warzywa? Wówczas należy kupić ich tyle, ile jesteśmy w stanie zjeść zanim ulegną zepsuciu. Każdy zna siebie i swoje możliwości, więc mniej więcej jesteśmy w stanie to przewidzieć 😉.

Planujcie posiłki, zaczynając od produktów o najkrótszym terminie przydatności

Brzmi logicznie, prawda? Kupiliście świeże mięso i mrożoną rybę z dłuższym terminem przydatności do spożycia? Zatem przygotujcie kotlety, czy jakieś inne mięsne smakołyki, a łosoś spokojnie niech poczeka na swoją kolej w zamrażarce 😉.

Chcesz zaoszczędzić? Kupuj w większych sklepach

Jak już zapewne zdążyliście zauważyć, w niniejszym tekście pojawiło się słowo „supermarket”. Nie był to wcale przypadek. Nie od dziś wiadomo, że chociaż małe, osiedlowe sklepiki są bardzo wygodne ze względu na swoją lokalizację w pobliżu osiedli, to zazwyczaj nie mają litości dla naszych portfeli. Ceny dostępnych w nich produktów bywają o kilkadziesiąt procent wyższe od tych, które możemy nabyć w większych marketach. Dlatego my zakupy w mniejszych sklepikach traktujemy raczej jako opcję awaryjną.

Oszczędzanie na jedzeniu za pośrednictwem Internetu

Jak niskim kosztem wyżywić rodzinę?Martyna i Konrad mają w zanadrzu całą masę  patentów na oszczędzanie na jedzeniu. Kolejnym z nich jest kupowanie pewnych, nieco droższych produktów spożywczych przez Internet, gdzie można je dostać taniej niż w osiedlowym sklepiku, czy nawet w supermarkecie. Należą do nich np. orzechy: pistacje, orzechy nerkowca, migdały. Ich cena w sklepach internetowych jest nieporównywalnie niższa. Ale jak to? A koszty przesyłki? Owszem, nie należy o nich zapominać. Właśnie dlatego, decydując się na zakupy przez Internet, powinniśmy zamówić większe ilości pożądanych przez nas produktów. Dzięki temu jesteśmy w stanie uzyskać najbardziej ekonomiczną opcję. Możemy również po prostu zaproponować znajomym czy członkom rodziny złożenie większego zamówienia i rozdzielenie pomiędzy siebie kosztów jego realizacji. Nie od dziś wiadomo, że współpraca się opłaca! 😉

Podoba Ci się nasz artykuł?

Spokojnie, ten wpis pozostanie darmowy, ale jeśli chciałbyś przeczytać więcej artykułów takich jak ten, to zapisz się na naszego newslettera – zero spamu!

 

Marnuję jedzenie przez… przepisy!

1/2 limonki, pół kostki masła, 25g śmietany, kieliszek białego wina, 2/3 kulki mozzarelli – a co z resztą? Do lodówki, a potem… do kosza. Częstą przyczyną marnowania żywności, a przy okazji pieniędzy jest ścisłe trzymanie się przepisów kulinarnych. Osobiście wielokrotnie mi się to zdarzyło, zwłaszcza gdy przygotowywałam w danym tygodniu romantyczną, wieloskładnikową kolację z produktów, których używam stosunkowo rzadko. Wówczas kupujemy wszystkie wypisane w przepisie niezbędne składniki, a resztki w rezultacie często ulegają zepsuciu, bo przecież nie mamy co zrobić z tymi ułamkowymi częściami produktów. Jak sobie z tym poradzić?

Szef kuchni to Ty!

Pierwszym sposobem jest modyfikacja przepisów. Te kulinarne na szczęście nie wynikają z żadnej ustawy, więc ich łamanie nie narazi nas na nieprzyjemne sankcje (wybaczcie, ten prawniczy suchar :D). Myślę, że Karol Okrasa i Pascal Brodnicki nie obrażą się na nas, jeśli nie zawsze będziemy ich w 100% słuchać w kwestii przygotowywania ich fantastycznych dań 😉. Ja nagminnie naginam proporcje składników, by zminimalizować prawdopodobieństwo zmarnowania żywności. Często zdarza mi się również zrezygnować z jakiegoś droższego produktu, zwłaszcza gdy do potrawy potrzebna jest zaledwie jego odrobinka lub kupić tańszy odpowiednik, który nie wpływa znacząco na efekt końcowy moich kulinarnych zmagań. Zaznaczę tylko, że mówiąc „tańszy” nie mam na myśli produktu gorszej jakości, tylko po prostu odmienny jego rodzaj np. zamiast pistacji, można użyć jakichś innych, pasujących do dania orzechów.

Sposoby na oszczędzanie na jedzeniuMisz-masz – serwuj, co masz!

Istnieje jeszcze drugi sprytny sposób na poradzenie sobie z resztkami po gotowaniu według przepisów. Otóż, z owych pozostałości możemy przygotować danie typu „misz-masz” (tak to roboczo nazywam). Przykładowo: po zrobieniu obiadu została mi garść pieczarek, trochę papryki, resztka soczewicy i mała miseczka roszponki. Gotuję wówczas kaszę jaglaną, smażę pieczarki, kroję paprykę i wraz z wszystkimi pozostałymi składnikami wykładam do miseczki. Kolorowy i pożywny bowl (tzw. micha) śniadaniowy gotowy. Jeszcze tylko szklanka pysznego smoothie z pozostałości po owocowej owsiance z zeszłego dnia i przedsięwzięcie pt. czyszczenie lodówki z resztek zakończone sukcesem. Oczywiście sposobów na takie dania jest całe mnóstwo. Z powodzeniem dostosujecie je do własnych upodobań kulinarnych. Wystarczy uruchomić kreatywność, albo po prostu poszukać inspiracji w Internecie.

Co do korzystania z Internetu, przy okazji dodam tylko, że w dzisiejszych czasach za jego pośrednictwem mamy niemal nieograniczony dostęp do wiedzy, w tym również do tej nt. ekonomicznego gotowania. „Niedrogie i zdrowe dania”, czy „tanie przepisy na obiad do 10zł” tylko czekają na to, aż zostaną przez Was odkryte. Zatem wymówki typu „nie stać mnie na zdrowe odżywianie” schowajcie głęboko w lodówce.

A skoro już poruszyłam temat wymówek…

„Nie przygotowuję posiłków w domu, bo szanuję swój czas” – zdarzyło się Wam usłyszeć takie słowa? A może sami je wypowiadacie? Kupowanie gotowych dań w miejscu pracy również może bardzo negatywnie odbić się na naszych finansach. Nie jest to żadnym problemem, kiedy zdarza Wam się to sporadycznie lub kiedy Was na to faktycznie stać (tzn. macie zgromadzoną poduszkę finansową i nie martwicie się o swoją przyszłość nawet w przypadku nagłego zwolnienia). Jesteśmy tylko ludźmi – czasem możemy sobie odpuścić gotowanie i skorzystać z gotowych opcji. Gorzej, jeżeli daleko nam do stabilności finansowej, a kupowanie jedzenia w pracy przeradza się w nasz codzienny nawyk.

Jak oszczędzać pieniądze na jedzeniu?Policzmy to

Załóżmy, że obiad w restauracji przy korporacji, w której pracuje Robert Niegotujący kosztuje średnio 18 zł. Przyjmując, że Robert korzysta z tej opcji codziennie, wydaje on 360 zł miesięcznie na same obiady (18 zł *5 dni w tygodniu * 4 tygodnie w miesiącu).

Robert wychodzi również z założenia, iż jego czas jest na tyle cenny, że odpuszcza sobie także robienie śniadań. Dzięki temu nie musi chodzić do sklepu i spędzać w kuchni dodatkowych 7 minut na przygotowywaniu owsianki. Zamiast tego w pracy kupuje kanapkę za 4 zł, wydając łącznie na ten cel 80 zł miesięcznie (4 zł * 5 dni w tygodniu * 4 tygodnie w miesiącu). Na szczęście za wodę, kawę i herbatę nie musi płacić, ponieważ firma, w której pracuje zapewnia mu te napoje za darmo w nieograniczonej ilości. Mimo tego, Robert raz w tygodniu kupuje świeży sok za 5 zł od pana Kanapki i 3 razy w miesiącu colę za 3 zł w automacie, co daje łącznie 26 zł miesięcznie. Dwa razy w tygodniu pozwala sobie dodatkowo na nabycie deseru za 6 zł (6 zł * 2 * 4 tygodnie = 48 zł).

Ile wydaje Robert na jedzenie w pracy?

360 zł + 80 zł + 26 zł + 48 zł = 514 zł

Robert Niegotujący wydaje około 514 zł na same śniadania i obiady, co już w tej chwili przewyższa nasz miesięczny limit 400 zł/os., w ramach którego jesteśmy w stanie zapewnić sobie wszystkie posiłki w ciągu dnia (w naszym przypadku w ramach tej kwoty wychodzimy z Maćkiem również na jedną kolację do restauracji). A co z kolacją? Po powrocie z pracy, Niegotujący będzie zapewne głodny. Nigdzie nie dostanie jej za darmo, więc to również kolejne koszty. Nawet gdyby wydawał na nią tylko 5 zł dziennie, w skali miesiąca daje to 100 zł, czyli łącznie 614 zł. A co z weekendami? Wtedy Robert nie żywi się powietrzem, ale również musi kupić jedzenie. Załóżmy, że w te 8 dni (4 soboty i 4 niedziele) wyda na swoje posiłki po 15 zł, czyli łącznie 120 zł.

Podsumowując jego miesięczne wydatki na ten cel, wychodzi 734 zł miesięcznie, czyli o 334 zł więcej niż my. Żeby być w 100% precyzyjną (ponieważ mogą pojawić się głosy, że nie wzięłam pod uwagę kosztów przygotowywania posiłków) dodam, że koszty zużytej przez nas energii zasilającej nasze sprzęty kuchenne oscylują w okolicach 25 zł na miesiąc. Nawet po ich uwzględnieniu, opcja przygotowywania posiłków w domu wydaje się być najbardziej ekonomiczna (zwłaszcza dla młodego, rozpoczynającego swoją karierę zawodową człowieka).

Jak gotować zdrowo i tanioCzy przygotowywanie posiłków w domu to brak szacunku do naszego czasu?

Może i Robert wydaje więcej na jedzenie, ale dzięki temu nie traci cennych godzin na zakupy i gotowanie. Ale czy to naprawdę zajmuje aż tyle czasu? Przecież dzisiaj zakupy, nawet w supermarkecie, można zrobić przez Internet, wybierając opcję dowozu do domu (bardziej opłacalne są wówczas większe zakupy, ponieważ w ostateczną cenę wliczane są również koszty transportu). A co z gotowaniem? Istnieje cała masa dań, które robią się praktycznie same. Uwierzcie mi, że przygotowanie koktajlu, wrzucenie warzyw na parę, czy kurczaka obsypanego ulubionymi przyprawami do piekarnika albo ugotowanie ryżu to kwestia minut, a nie godzin. Natomiast na bardziej skomplikowane potrawy przy dobrej organizacji również znajdzie się czas 😉.

Przygotowywanie posiłków w domu ma również tę zaletę, że wiemy, co jemy, co jest ważne dla osób dbających o swoje zdrowie. Poza tym wspólne gotowanie zbliża do siebie partnerów, ucząc ich współpracy i umożliwiając spędzenie razem dodatkowego czasu, co bywa trudne w pędzącym świecie, w którym przyszło nam żyć.

A co z singlami? Czy gotowanie w domu przez nich się opłaca?

Jeżeli mieszkasz sam/sama zawsze możesz umówić się z kolegą lub koleżanką z pracy, że obiady będziecie gotować na zmianę. Dzięki temu każde z Was zyska dzień bez gotowania, a przy okazji uda się Wam nieco zaoszczędzić.

Szanuję swój czas, ale… zdrowia i pieniędzy już nie

Jak oszczędzać na jedzeniu w pracy?„Nie przygotowuję posiłków w domu, bo szanuję swój czas” – te wspomniane już wyżej słowa często wypowiadają osoby, które na co dzień żywią się fast-foodami, powoli rujnując własne zdrowie. Swoją drogą, ciekawe, czy stojąc w kolejce po jedzenie, w których nie muszą ustawiać się pracownicy przynoszący je ze sobą w pudełkach, pracują, aby przypadkiem nie zmarnować cennych minut swojego życia? Zaoszczędzony czas może przydać się później… na czekanie w kolejce do lekarza (czyżbyśmy powrócili do punktu wyjścia?). Pomyślcie o tym, układając swoje priorytety. Pamiętajcie, że nie każda minuta naszego życia musi być turboproduktywna. Zawsze należy zachować zdrowy rozsądek ;).

Kolejny patent na oszczędzanie na jedzeniu – jej wysokość lista

Jak już wspomniałam wyżej, moja siostra i jej chłopak robią zakupy według promocji, które sprawdzają na bieżąco podczas swoich wizyt w supermarkecie. Również tam, wkładając produkty do koszyka, od razu jednocześnie planują, co przygotują z nich na obiad. Ja tak nie potrafię. Stoję w supermarkecie, patrzę na kolorowe półki i nic nie przychodzi mi do głowy. Mijają minuty, zaczynam się denerwować i narasta we mnie frustracja z powodu zmarnowanego czasu. Brzmi znajomo? Jeżeli tak jak ja, macie problem z podjęciem decyzji w sklepie i ostatecznie łapiecie co popadnie, co często prowadzi do zepsucia się kupionych bez pomysłu produktów, spróbujcie zastosować listę zakupów.

To rozwiązanie genialne w swojej prostocie. Możecie ją przygotować w telefonie (istnieją do tego nawet specjalne aplikacje), albo tradycyjnie – na papierze. Dzięki temu kupicie tylko to, czego potrzebujecie, a co więcej ominiecie alejki, w których nie ma interesujących Was produktów, zmniejszając ryzyko wpakowania do koszyka niepotrzebnych rzeczy spoza Waszej listy.

Lista zakupów? A może cały zeszyt?

Lista zakupów jako narzędzie ułatwiające oszczędzanieJeśli chodzi o listy zakupów, mam w zanadrzu jeszcze jedno ciekawe rozwiązanie, z którego bardzo często korzystam. Otóż, przygotowałam sobie specjalny zeszyt z listami zakupów na konkretne (nasze ulubione i stosunkowo często przez nas spożywane) dania. W nagłówku każdej strony wypisałam nazwy dań i informację, gdzie mogę znaleźć dany przepis, żeby nie marnować czasu na jego odszukiwanie (np. nazwę strony internetowej, czy książki kucharskiej, chociaż większość z nich znam już na pamięć). Pod nagłówkami natomiast zamieściłam listy produktów potrzebnych do przygotowania danego posiłku. Wybieram tylko, co chciałabym zjeść w danym tygodniu i zabieram zeszyt ze  sobą na zakupy. Nierzadko bywa tak, że dopiero w supermarkecie decyduję się na konkretne danie. Dzięki zeszytowi moje zakupy przebiegają naprawdę sprawnie. Zeszyt posiada również spis treści a strony są numerowane, co dodatkowo przyspiesza cały proces :D.

Co jeszcze możemy zrobić dla naszego portfela?

Zmienić złe, rujnujące nasz budżet domowy nawyki (w tym wypadku należy nastawić się na ciężką pracę, nie tak łatwo zerwać z przyzwyczajeniami). Na początek można np. zaopatrzyć się w filtr do wody zamiast kupować jej w supermarkecie. Taka woda to również zdrowsza i tańsza alternatywa dla drogich, słodkich napojów. Możecie również ograniczyć spontaniczne wydatki na mieście, które są prawdziwą zmorą wielu ludzi. Drobne, z pozoru niewinne kwoty, po dokładnym ich przeliczeniu łączą się w spore sumy. Tu kawa, tam ciasteczko, tu soczek i ani się obejrzeliście, zniknęło Wam z portfela 50 zł. Dobrym pomysłem jest również ustalenie miesięcznego limitu wyjść do restauracji, ponieważ te bywają bezlitosne dla naszych finansów. Umówmy się, rzadko zostawiamy w nich jednorazowo mniej niż 20 zł.

Poza tym ważna jest świadomość istnienia sztuczek, które stosują sklepy, żeby w Waszych koszykach znalazło się znacznie więcej produktów niż zakładaliście przed zakupami. Według mnie, kluczową kwestią jest również zrozumienie mechanizmów psychologicznych, wpływających na nasze procesy decyzyjne. Wymienione wyżej tematy są niezwykle fascynujące i na tyle rozległe, że z pewnością powstanie o tym osobny, bardzo przydatny dla każdego konsumenta, artykuł.

Jak oszczędzać na jedzeniu?Podsumowanie

Jak wynika z niniejszego artykułu, istnieje całe mnóstwo patentów na oszczędzanie na jedzeniu. Tania, a jednocześnie zdrowa i różnorodna dieta jest w zasięgu naszych możliwości. Wcale nie trzeba się głodzić, czy narażać na tysiące wyrzeczeń, aby mieszkając w dużym mieście, zamykać się ze swoimi wydatkami na jedzenie w 400zł. Tylko od Was zależy, jakie decyzje w tym zakresie podejmiecie. Mimo wszystko, pamiętajcie, że niezaprzeczalnie najskuteczniejszym sposobem na oszczędzanie na jedzeniu jest nic innego jak… prowadzenie budżetu domowego. Tylko odpowiednia kontrola nad Waszymi wydatkami da Wam pełny obraz Waszej sytuacji finansowej oraz postępów w tym zakresie.

6 KOMENTARZE

    • To prawda, okazuje się, że oszczędzanie może pozytywnie wpływać nie tylko na nasz portfel, ale również zdrowie 🙂 Pozdrawiamy serdecznie!

  1. Bardzo ciekawy artykuł. Odkąd sama zaczęłam liczyć ile wydaję na jedzenie, w portfelu zostają dość spore oszczędności.
    Świetny pomysł z prowadzeniem zeszytu z listami zakupów do przyrządzenia poszczególnych dań! 😁😁😁

    • Dziękujemy za miłe słowa 😉 Liczenie wydatków przeznaczonych na jedzenie jest bardzo rozsądnym posunięciem! Tylko w ten sposób możemy mieć pełną kontrolę nad tym, ile pieniędzy opuszcza nasz portfel 😉 A co do pomysłu z zeszytem, zachęcamy do jego wypróbowania w praktyce – to bardzo przydatne rozwiązanie! Pozdrawiamy!

    • Kasiu, dla mnie najważniejsze w tego typu aplikacjach jest, żeby listę zakupów można było stworzyć maksymalnie szybko, a później łatwo odznaczyć produkty, które znalazły się już w naszym koszyku. Dlatego do niedawna korzystałem z aplikacji Wunderlist i byłem całkiem zadowolony.
      Ostatnio jednak natknąłem się na jeszcze ciekawszą aplikację: BigOven. Jest to w zasadzie baza z przepisami, która pozwala jednym kliknięciem stworzyć całą liste zakupów na podstawie wybranego przepisu. Pozwala również na stworzenie listy zakupów samodzielnie i, uwaga, sama dodaje poszczególne produkty do odpowiednich kategorii. Dzięki temu nie będziemy musieli błądzić po sklepie, ponieważ dokładnie widzimy, co musimy kupić na dziale z warzywami, mlecznym, mięsnym itd. Jedyny minus tej aplikacji, to że jest po angielsku, ale i tak jest bardzo intuicyjna. Obie aplikacje są dostępne na Android i na iOS. Polecam 😉

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Dodaj swój komentarz!
Wprowadź imię