Książki, które warto przeczytać – cz. 1 (Justyna)

Książki, które warto przeczytać.

Podobno w życiu ludzie żałują najbardziej nie tego, co zrobili, ale tego, czego nie zrobili. Ja żałuję, że nie zaczęłam czytać wcześniej. „Jak to?” – mógłby zapytać ktoś, kto zna mnie nie od dziś – „Przecież odkąd pamiętam, czytałaś bardzo dużo”. Zgadza się. Czytałam. Głównie podręczniki, lektury szkolne i… Harrego Pottera 😉. Nie ma w tym nic złego, o ile nie jest się turbokujonem (jak ja w czasach mojej podstawówki i gimnazjum), który po powrocie ze szkoły jest tak pochłonięty (bezsensowną) walką o piątki i szóstki, że brak mu czasu na pozaszkolne zainteresowania. Trochę zajęło mi, aby samodzielnie dojść do tego, że umysł najszerzej wcale nie otwiera się w szkole. Jak wyjść poza schematyczne myślenie? To prostsze niż mogłoby się wydawać! Jednym ze sposobów jest… oddawanie się przyjemności czytania.  Poniżej prezentuję Wam książki, które, moim zdaniem, warto przeczytać. Każda z nich w jakiś sposób otworzyła mi oczy i zmieniła moje postrzeganie rzeczywistości.

Dlaczego warto czytać?

Tomasz Rożek – dziennikarz naukowy, fizyk i popularyzator nauki, pisząc swoją książkę „Nauka po prostu” będącą zbiorem wywiadów z polskimi naukowcami nt. genów, klimatu, fizyki, psychologii, kosmosu itd., zapytał swoich rozmówców o źródło ich pasji. Co sprawiło, że naukowcy zainteresowali się głębiej genetyką, meteorologią czy medycyną? Otóż, za każdym razem była to książka wykraczająca poza szkolny program edukacji. Często dostali ją już w szkole podstawowej i od tamtej pory z rosnącą fascynacją odkrywali dziedzinę, w której obecnie są ekspertami.

Książki jako klucz do…?

Faktem jest, że szkoła może nas czymś zainteresować, ale ona nie wystarczy, by owo zainteresowanie podtrzymać. I właśnie w tym miejscu pojawiają się one – książki. Nasz klucz do odkrycia własnych pasji, zmiany myślenia, rozwoju, poznania różnych punktów widzenia i, co najważniejsze, samego siebie. Wiedza w nich zawarta niejednokrotnie przyda się nam w życiu bardziej niż wryta na pamięć budowa pantofelka, morze wykutych na blachę dat czy wartości zbiorów pszenicy w poszczególnych krajach podanych w tonach (bezsens level expert).

1. Bogaty ojciec, biedny ojciec, Robert Kiyosaki

Bogaty ojciec, biedny ojciecOd tej książki wszystko się zaczęło. A konkretniej – zaczął wzmagać się u mnie głód wiedzy na temat zarządzania finansami osobistymi. Pełny tytuł owej pozycji brzmi: „Bogaty ojciec, biedny ojciec czyli czego bogaci uczą swoje dzieci na temat pieniędzy i o czym nie wiedzą biedni i średnia klasa?”. Moim zdaniem do porad w niej zawartych należy podchodzić z dystansem i zdrowym rozsądkiem. Osoba nieposiadająca podstawowej wiedzy ekonomicznej, może szybko dać się oczarować mitom zarabiania grubych milionów. Jednak mimo zbędnego „lania wody”, bez którego książka mogłaby być bardziej konkretna i po prostu krótsza, jej autor trafnie punktuje błędy w myśleniu o pieniądzach ludzi żyjących według zasady „pracuj ciężej, będziesz zarabiał więcej”.

Przesłanie „Bogatego ojca, biednego ojca” można zamknąć w zasadzie w kilku prostych twierdzeniach. Kupujcie aktywa, które zarobią na Wasze pasywa. Niech pieniądze pracują dla Was, a nie Wy dla pieniędzy. Minimalizujcie wydatki, maksymalizujcie przychody.

Jak myśli bogaty ojciec?

Czym różni się tytułowy bogaty ojciec od biednego ojca? Elastycznością w podejmowaniu decyzji, wielkością posiadanych środków finansowych oraz sposobem zarabiania i wydawania pieniędzy. Bogaty ojciec dobrze wie, że sumienna nauka w szkole nie wystarczy do osiągnięcia sukcesu finansowego.

Co dała mi ta książka? Dzięki niej uświadomiłam sobie na jak zatrważająco niskim poziomie znajduje się edukacja finansowa w naszych domach i szkołach i uważniej zaczęłam przyglądać się swoim finansom osobistym. W przyszłości, kiedy będziemy z Maćkiem wychowywać już własne dzieci, na pewno zadbamy o to, aby otrzymały one odpowiednią wiedzę w tym zakresie.

2. Włam się do mózgu, Radek Kotarski

Włam się do mózgu, Radek KotarskiNigdy nie wybaczę Radkowi Kotarskiemu, że napisał tę książkę tak późno. Dostałam ją pod choinkę od Maćka, kiedy przechodziłam kryzys w związku z natłokiem wiedzy do przyswojenia na studiach. Czy chcemy, czy nie – przez całe swoje życie będziemy musieli jeszcze sporo zapamiętać. Sesja, egzaminy, kolokwia, nowa praca, procedury, zmiany przepisów, nauka języka – to wszystko wymaga od nas dobrej pamięci. Czujecie, że czytanie i powtarzanie treści w kółko jest mało efektywne? Mózg kipi Wam od nadmiaru informacji, a frustracja sięga zenitu? A może by tak… wykorzystać przebadane naukowo techniki ułatwiające przyswajanie nowej wiedzy? Tego, jak się uczyć również trzeba się nauczyć!

Jak włamać się do swojego mózgu?

Nie musicie czytać setek artykułów naukowych czy książek, aby poznać czym jest wytrych do naszego mózgu. Radek zrobił to za nas. Przeprowadzając na sobie serie eksperymentów sprawdzających metody przyswajania wiedzy i nabywania nowych umiejętności, wytypował najskuteczniejsze techniki, które niejednej osobie z pewnością ułatwią życie. Część z nich na pewno znacie i często nawet nieświadomie stosujecie w praktyce 😉.

Nauka nie musi być orką na ugorze. Zdobywanie wiedzy najlepiej zacząć od dowiedzenia się, jak skutecznie się uczyć. W teorii niby jesteśmy tego świadomi, ale jak w praktyce się za to zabrać? Ja już wiem i Was również zachęcam do poznania sekretów naszego mózgu. Poniżej załączam przemówienie Radka odpowiadające na pytanie, dlaczego tak mało pamiętamy ze szkoły.

3. Jak zerwać ze swoim smartfonem?, Catherine Price

Nadszedł czas, abym się Wam do czegoś przyznała. Przez wiele miesięcy byłam w toksycznym związku… spokojnie, nie chodzi o Maćka ;). Chodzi o relację z… moim smartfonem. Chociaż „byłam” to nie do końca trafne słowo, ponieważ moja walka trwa nadal. Co mnie w niej wspiera? Kolejna książka, którą warto przeczytać. Jej tytuł wprost definiuje mój cel – zerwanie toksycznej relacji z tym małym podstępnym pożeraczem czasu.

Smartfon jako zagrożenie dla naszych mózgów

Jak zerwać ze swoim smartfonem?Wiedzieliście, że nieumiejętne korzystanie ze smartfona może mieć opłakane skutki dla naszych mózgów? Telefony zabijają naszą koncentrację, osłabiają pamięć, upośledzają naszą zdolność do tworzenia wspomnień, podwyższają poziom stresu, powodują zaburzenia snu, negatywnie odbijają się na naszych relacjach rodzinnych. Uważacie, że autorka przesadza? Zastanówcie się, ile razy zdarzyło się Wam wgapiać w ekrany podczas wspólnego posiłku? Ja przyznaję się bez bicia, że mi wielokrotnie. Niby siedzimy razem przy stole, a jednak osobno. Smutne, prawda?

Każde uzależnienie jest niebezpieczne

Nie musi tak być. Każdy z nas ma wybór. Pierwszym krokiem do zmiany jest uświadomienie sobie tego. Smartfony i aplikacje do nich zostały zaprojektowane tak, aby nas uzależniać. Dokuczają nam. Rozpraszają. Żądają naszej uwagi. Ich twórcy doskonale o tym wiedzą. Właśnie m.in. dlatego Bill Gates i jego żona Melinda dali swoim dzieciom telefony dopiero, gdy ukończyły one czternaście lat.

Chcecie przekonać się, czy Wasza relacja ze smartfonem nie jest niebezpieczna dla Waszych mózgów? Sięgnijcie po tę książkę. Oprócz przedstawionych przystępnym językiem wyników badań z dziedziny uzależnień i neuroplastyki, znajdziecie w niej praktyczny 30-dniowy plan działania, dzięki któremu podejdziecie do używania technologii w pełni świadomie. To Wy macie sprawować kontrolę nad Waszymi telefonami, a nie odwrotnie!

4. Życiologia, czyli o mądrym zarządzaniu czasem, Miłosz Brzeziński

Miłosz Brzeziński ŻyciologiaKto śledzi nasze konto na Instagramie (w tym nasze Instastory), zapewne zdążył już się zorientować, że Miłosz Brzeziński zajął szczególne miejsce w naszych sercach (i na naszych półkach :D). Co sprawiło, że w ogóle zdecydowaliśmy się sięgnąć po książki tego autora? Jego „ludzkie” podejście do życia, które mieliśmy okazję poznać, słuchając jednego z podcastów, gdzie występował jako gość (warto przesłuchać!).

Moim zdaniem „Życiologia” to lektura dosłownie dla każdego. Otwiera oczy na wiele spraw. Uczy jak odnaleźć w życiu balans, dbając o trzy ogrody naszego życia – dom, pracę i o siebie. Uświadamia, że jeśli zaniedbamy któryś z nich – ten upomni się za jakiś czas w postaci poczucia pustki, samotności czy utraty zdrowia. Autor wychodzi naprzeciw wszystkim naszym wymówkom, mówiąc: „Kto nie chce, szuka powodu, kto chce, szuka sposobu”. Czas wziąć odpowiedzialność za własne życie. Nawet jeśli uważacie, że część Waszych słabych stron jak np. niezaradność życiowa, nieumiejętność zarządzania pieniędzmi i czasem, niepewność siebie, złe nawyki żywieniowe wykształciła się w Was przez rodziców i system szkolnictwa, to to, że tkwicie w skutkach nieporadnego rodzicielskiego wychowania i systemu oświaty, jest już tylko Waszą winą.

Podoba Ci się nasz artykuł?

Spokojnie, ten wpis pozostanie darmowy, ale jeśli chcesz przeczytać więcej artykułów takich jak ten, to zapisz się na naszego newslettera – zero spamu!

 

Czego jeszcze dowiedziałam się z „Życiologii”?

Np. tego, że system edukacji jest jak bikini – pokazuje wiele, ale najfajniejszego nie ;). Właśnie m.in. dlatego warto się rozwijać poza szkołą, czytać, odkrywać siebie. Jak pisze autor „talenty według starego systemu edukacji mają swój ograniczony zbiór i jeśli Twój talent się w tym zbiorze nie zawiera, to znaczy, że… w ogóle nie masz talentów.”

Poza tym w książce znajdziemy garść przydatnych porad na temat wychowania swoich pociech, czy budowania relacji ze swoim partnerem. Niektóre z nich mogą wydawać się na pierwszy rzut oka nieco kontrowersyjne jak np. porada głosząca „nie poświęcaj się dla nikogo”. Ale jak to?! Przecież poświęcenie jest takie szlachetne! Guzik prawda. Miłosz Brzeziński twierdzi, że z poświęcania nic dobrego nie wychodzi, bo nie da się za kogoś przejąć problemów. Ponadto „poświęcenie to zawsze wyrzut i niewystarczająca w naszym odczuciu wdzięczność”, a robienie czegoś dla ludzi, aby byli wdzięczni jest próżne i mało szlachetne. Dotyczy to również relacji rodzic-dziecko. Autor tłumaczy, dlaczego strategia pt. „ja już nic nie osiągnę, bo zajęłam się tobą, ale ty musisz, córeczko, bo cała rodzina się poświęciła, żebyś ty miała szansę” jest krzywdząca i może narobić więcej szkody niż pożytku.

5. Esencjalista, Greg McKeown

Kolejną książką, którą warto przeczytać jest „Esencjalista”. To moje największe książkowe odkrycie tego roku. Filozofia życia w niej zaprezentowana trafia do mnie jak żadna inna. Czy kiedykolwiek mieliście wrażenie, że rozmieniacie się na drobne? Czuliście się przepracowani i jednocześnie mało użyteczni? Byliście zajęci, ale nieproduktywni? Mieliście wrażenie, że inni ludzie nieustannie kradną Wasz czas? Brzmi znajomo? Zatem ta książka jest dla Was.

EsencjalistaW pędzącym świecie, w którym każdy czegoś od nas chce, a lista obowiązków i projektów stale rośnie, esencjalista, na przekór wszystkim, działa według zasady „mniej, ale lepiej”.  Ma tak mocno zakorzenioną hierarchię własnych wartości, że podejmowanie ważnych życiowych decyzji nie stanowi dla niego problemu. Jego myślenie znacząco różni się od sposobu rozumowania nieesencjalisty. Podczas, gdy nieesencjalista zastanawia się  jak pomieścić wszystko w grafiku, esencjalista dokonuje wyborów, bo ma świadomość ograniczonego czasu.

Esencjalista umie odmawiać, ponieważ zdaje sobie sprawę z tego, że nie można mieć wszystkiego i robić wszystkiego. Jest efektywny, gdyż potrafi powiedzieć „nie”. Jak twierdził amerykański humorysta, Josh Billings połowa problemów w życiu bierze się ze zbyt szybkiego mówienia „tak” i zbytniego ociągania się z mówieniem „nie”. Trudno się z tym nie zgodzić.

Być esencjalistą, czyli kim?

Esencjalista celebruje małe sukcesy, rozpoznaje ważne sprawy wśród całej sterty trywialnych rzeczy. Dba o siebie, zapewniając sobie zdrowy sen, aktywność fizyczną, czas dla rodziny i na odpoczynek. Wiedzie satysfakcjonujące życie. Brzmi super, prawda?

Książka uświadamia nas, że jeżeli sami nie ustalimy priorytetów w naszym życiu, ktoś inny, prędzej czy później, zrobi to za nas. Od tego dzieli nas już tylko krok do frustracji. Jak twierdziła amerykańska pisarka – Madeleine L’Engle – „To zdolność dokonywania wyborów czyni z nas ludzi”. Pozwolicie, żeby ktoś Wam ją odebrał?

Podsumowanie

To tylko zaledwie kilka książek ze wszystkich, które wpłynęły na moje postrzeganie świata oraz własnej osoby lub po prostu zmieniły coś w moim życiu. Warto je przeczytać. W ogóle warto czytać. I to zdanie niech będzie podsumowaniem tego artykułu. Książki są naszymi oknami na świat, przez które możemy dostrzec coś, czego nigdy wcześniej nie widzieliśmy. Jak powiedział ks. Paweł Antkiewicz „Czytaj. Dużo czytaj. To najlepsza forma buntu, jaką masz. Otwartego umysłu nie zabierze ci nikt.” A Wy? Jakie książki polecacie? Czy któraś z nich szczególnie zapadła Wam w pamięć? Czego dowiedzieliście się o sobie lub otaczającym Was świecie czytając?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Dodaj swój komentarz!
Wprowadź imię