Największe kłamstwo finansów osobistych

Obnażamy największe finansów osobistych - sprawdź co nim jest!

Cała półka książek o tematyce finansów osobistych, dziesiątki przeczytanych wpisów na blogach o oszczędzaniu, kilkanaście godzin filmów i podcastów o tym, jak zapanować nad swoimi pieniędzmi, a w Waszych finansach dalej panuje chaos? Spokojnie, nie jesteście finansowymi analfabetami, a problem wcale nie musi tkwić w niedoskonałościach Waszego charakteru. Możliwe, że padliście ofiarą największego kłamstwa finansów osobistych. W tym artykule piszemy o wyjątkowo często pomijanym składniku równania zdrowych finansów – właściwym nastawieniu umysłu i przezwyciężeniu własnych słabości.

Biologii Pan nie oszukasz!

Piramida potrzeb według maslowa obnaża kłamstwo finansów osobistychPewnie każdy z Was pamięta wałkowaną w szkole hierarchię potrzeb – Piramidę Potrzeb Maslowa. Chwila zastanowienia i łatwo można wskazać pewną kategorię, która łączy wszystkie szczeble tej piramidy – pieniądze.

Przecież wszystko się zgadza! Jedzenie trzeba kupić, czynsz zapłacić, partnera/partnerkę przyciągnąć do siebie finansową zaradnością. Potem trzeba tę rodzinę utrzymać, a znajomym pokazać się z drogimi ciuchami i dobrze płatną pracą, która przy okazji bardziej zdusi niż zaspokoi potrzebę samorealizacji.

Jaki mamy wniosek? Taki, że w zasadzie każda z potrzeb, bezpośrednio lub pośrednio, wiąże się z posiadaniem pieniędzy, a jej zaspokojenie zależy od tego, czy te pieniądze mamy, czy nie. Nie ma się zatem co dziwić, że codziennie na nos zakładamy niewidzialne okulary, które ogniskują pieniężną wartość wszystkiego, co nas otacza.

Nie potrafię zarządzać pieniędzmi, bo jestem ignorantem?

Przychodzisz z pracy. Jesteś zdeterminowany, by w końcu ogarnąć swoje finanse. Znajomi na potęgę lajkują kolejne posty największych guru finansowych polskiej blogosfery – głównie NiepoprawnaPara.pl 😉 i czasami Michała Szafrańskiego, Marcina Iwucia – bierzesz się do roboty. Siadasz więc do swojego MacBook Air za 6 klocków (trochę wstyd „pracować” na starym przy stoliku w popularnej sieci kawiarni) i chłoniesz całą dostępną wiedzę na temat finansów.

Za miesiąc otwierasz swój budżet i okazuje się, że wpisałeś tam tylko dwa wydatki, bo akurat wypadły Ci paragony ze spodni. Wchodzisz więc na swoje konto i widzisz – kolejny raz wydatki przekroczyły dochody. Zamykasz komputer i stwierdzasz: “Po co mi ten cały budżet?! Sam wiem najlepiej, jak wydawać swoje pieniądze!”.

Jeśli masz problemy z zarządzaniem swoimi finansami, to najprawdopodobniej u Ciebie tak to właśnie… nie wygląda. Jak to zatem możliwe, że, znając zasady prawidłowego prowadzenia budżetu i finansów domowych, ciągle wydajesz za dużo?

Finansowa edukacja to za mało!

Finansowa edukacja to zamało - największe kłamstwo finansów osobistych mówi, że nie...Zdecydowana większość z nas zna podstawową zasadę zdrowych finansów – wydawaj mniej niż zarabiasz. Ale czy znajomość tej zasady wystarczy?

Ostatnio głośno jest o tym, jak mało uwagi poświęcamy edukacji finansowej naszych dzieci i samych siebie. Ba, nawet sami wspominamy o tym w naszych artykułach! Ale w tym wszystkim pomijamy kwestię, która jest równie ważna, co finansowa biegłość – zrozumienie i pokonanie psychologicznych przeszkód tkwiących w naszych głowach. To one, wbrew posiadanej wiedzy, prowadzą nas i nasz portfel na manowce.

Problem może tkwić w naszej głowie, w naszych złych nawykach nabytych na przestrzeni lat lub podpatrzonych u rodziców. W takiej sytuacji to, co miało nam pomóc, może nas paradoksalnie zniechęcić. Jeśli widzimy, że wszystkim się udaje, a my po pochłonięciu kolejnych dawek finansowej wiedzy nie potrafimy się ogarnąć, to w końcu zaczynamy dochodzić do depresyjnych wniosków, że jesteśmy beznadziejni i że w ogóle to wszystko nie ma sensu.

Największe kłamstwo finansów osobistych a prawdziwe źródło problemu

Jeśli ktoś przerobił finansowy elementarz i nie wdrożył jego zasad w swoje finanse, to zła sytuacja finansowa jest wyłącznie jego winą – to jest właśnie największe kłamstwo finansów osobistych. Nie każdy, kto nie radzi sobie z nadmiernym wydawaniem pieniędzy jest od razu leniem i pasożytem, tak jak nie każdy, kto wydaje za dużo jest od razu wyznawcą konsumpcjonizmu.

Nie warto zatem uprawiać samobiczowania tylko dlatego, że na koncie widnieje debet, a odsetki na karcie kredytowej rosną 3 miesiąc z rzędu. Tak samo, jak nie można dochodzić do wniosku, że widocznie tak musi być. Trzeba zacząć działać – najlepiej od zidentyfikowania źródła problemu.

Podoba Ci się nasz artykuł?

Spokojnie, ten wpis pozostanie darmowy, ale jeśli chcesz przeczytać więcej artykułów takich jak ten, to zapisz się na naszego newslettera – zero spamu!

 

Pieniądze szczęścia nie dają… i nie rozwiązują każdego problemu

“No, tylko że moim problemem jest to, że za mało zarabiam”.
Czy jesteś pewien, że większe pieniądze rozwiążą Twój problem? Czy gdybyś zarabiał dwa, albo nawet 5 razy więcej, to czy faktycznie Twoja sytuacja finansowa prezentowałaby się lepiej? Mógłbym sporo postawić na to, że nie. Nieważne bowiem, czy zarabiasz mało, czy dużo – gdy wydajesz więcej niż zarabiasz, to efekt będzie zawsze ten sam – debet.

“Jakoś czułbym się lepiej z dodatkowymi zerami na końcu mojej wypłaty”.
Wiesz o tym, że wzrost wynagrodzenia wcale nie musi podnieść poziomu Twojego szczęścia? Oszem, do pewnego poziomu dochodów to szczęście rośnie, ale złe nawyki finansowe nie znikną bez Twojego udziału! Zawsze trzeba być przygotowanym, że gorzej prosperująca gospodarka może przykręcić kurek z dochodami.

Jak wypracować finansowo odpowiedzialną mentalność?

Każdy jest inny i nie sposób podać uniwersalnej recepty dla każdego, kto chciałby odmienić swoje podejście do finansów. Poniższe porady zostały natomiast przedstawione dość szeroko i przy wnikliwej introspekcji podczas ich lektury każdy będzie w stanie rozpoznać dotyczący go problem. Potem pozostaje “jedynie” owy problem konsekwentnie zwalczać. 🙂

Finansowe ojcobójstwo

Finansowe ojcobójstwo - wykorzystanie koncepcji Freuda w świecie finansówMyślę, że Freud nie miałby nic przeciwko, by spośród psychologicznych właściwości ludzkiego umysłu wyróżnić akurat tę związaną z finansami. O co dokładnie chodzi?
W rozumieniu austriackiego psychologa ojcobójstwo było swego rodzaju przezwyciężeniem narzuconych nam przez rodzicieli cech.

Z rezultatem wychowania jest trochę jak fatum Edypa. Tyle, że zamiast znanej nam przepowiedni mamy wzorce przekazane przez rodziców, a zamiast tragicznego losu i spełnienia przepowiedni mamy… No, w zasadzie tragiczny los, a dokładniej to powielanie błędów naszych rodziców.
Powróćmy więc do świata finansów. Dorastając dostrzegamy i rozpoznajemy w działaniu naszych rodziców różne, złe nawyki finansowe. A to kupują niepotrzebne rzeczy, za dużo wydają, biorą chwilówki, a nawet popadają w długi. Zazwyczaj wiemy, tak jak i nasi rodzice prawdopodobnie to wiedzieli, że takie zachowania są złe. Często nawet za wszelką cenę chcemy ich uniknąć w przyszłości i… Bywa tak, że wpadamy w dokładnie te same sidła, co nasi rodzice…

Rozwiązanie:

Po latach przebywania z samymi sobą zazwyczaj znamy swoje słabości tak, jak znaliśmy słabości naszych rodziców (jeśli faktycznie od nich one pochodzą). Teraz należy uświadomić sobie, że nie jest to sytuacja bez wyjścia i żadne fatum nad nami nie ciąży. Naszym życiem nie kieruje siła wyższa, a porażka nie jest wpisana w naszą przyszłość. Nie jesteśmy zatem skazani na powielanie błędów rodziców.

Warto zacząć od spojrzenia na problem finansowy opiekunów (pozwoli nam to zdystansować się od naszego problemu): co robili źle; jak to możliwe, że próby wyjścia z długów kończyły się fiaskiem; czego zabrakło w ich podejściu i działaniu do pieniędzy i co by mogło im pomóc?

Potem “wystarczy” przenieść opracowane rozwiązania dla rodziców na nasze poletko i jeszcze je trochę dopracować. Później pozostaje owe rozwiązania konsekwentnie wdrażać i śledzić rezultaty!

Zmień swój system wartości, a bieda wrażeń Cię nie dosięgnie

Bieda wrażeń popycha w kierunku biedy finansowejCzęsto zadaję sobie pytanie: “dlaczego ludzie świadomie decydują się na narażenie swoich finansów, wydając więcej niż zarabiają?”. I oczywiście nie mam tutaj na myśli osób, które ledwo wiążą koniec z końcem (albo i nie).

W końcu nasunął mi się następujący wniosek: “ludzie od biedy finansowej bardziej boją się biedy wrażeń”.

Wyobraźmy sobie taką sytuację: “Masz rodzinę i Wasz dochód to 3500 zł. Po normalnych wydatkach stałych zostaje Wam 300 zł w portfelu – co z nimi robicie?”. Każdy finansowy guru od razu krzyknie: “Zaoszczędź! Wpłać na konto oszczędnościowe!”. Wiele (jak pokazują statystyki, to w zasadzie większość) osób decyduje się jednak na małe przyjemności: wypady na miasto, fajne ubranie – nic wygórowanego.

Sposób rozumowania takich osób jest prosty: “Co mi z takich oszczędności! Już lepiej to wydać i mieć coś z tego życia”. Krótkowzroczność takiego podejścia razi na kilometr, ale trudno się mu dziwić. Bieda wrażeń jest trudna do zniesienia – każdy serwuje sobie odrobinę przyjemności, więc dlaczego ja nie mogę?

Rozwiązanie:

W takim przypadku trzeba przeorganizować swoje finanse. Obowiązkowo założyć budżet i szukać oszczędności wszędzie, gdzie się da – promocje, przesiadka z samochodu na autobus, tańsza opcja abonamentu itd. Potem czas zabrać się za zwiększenie dochodów – docelowo najlepiej znaleźć lepiej płatną pracę, ale można próbować również dodatkowych zajęć czy promocji bankowych.

Ustalone limity budżetu muszą stać się świętością, a minimalny próg oszczędności warto ustalić na 10%. Wszystko, co zaoszczędzicie ponad to możecie przeznaczyć na przyjemności. Dzięki temu będziecie mieć dodatkową motywację na szukanie oszczędności i zwiększanie wspomnianych dochodów. 😉

Przestań patrzeć na wszystko przez pryzmat liczb

Nie patrz na wszystko przez pryzmat liczb, a przez pryzmat ważnych dla Ciebie wartościCzy zastanawialiście się, dlaczego ekonomiści, ba, niemal wszyscy zjadacze chleba, z takim niepokojem przyjmują informację o spowolnieniu gospodarki? “PKB poniżej konsensusu”, “powolny wzrost doprowadzi nas do kryzysu”, “wskaźniki ekonomiczne znów rozczarowują” – bla, bla, bla. Typowe nagłówki wierszówek o gospodarce. No ale czy to PKB rzeczywiście jest takie ważne? Czy ten wzrost poniżej oczekiwań odbija się na mojej codzienności, na codzienności milionów Polaków?

Mamy tendencję do patrzenia na wszystko przez pryzmat liczb (pisaliśmy o tym na przykład w artykule o 10 poradach małego księcia). Jeśli coś nie rośnie lub stoi w miejscu, to z zasady musi być z tym coś nie tak. Takie podejście niestety wyzwala w nas spore pokłady niepokoju, a ten odbija się na naszej codzienności. Prowadzenie zdrowego budżetu nie oznacza maksymalne zaciskanie pasa tylko dlatego, że tak radzą finansowi guru.

Rozwiązanie:

Wskaźniki ekonomiczne, podobnie jak pensja, reprezentują tylko zmienne ilościowe. Ich negatywna zmiana nie musi od razu pociągać za sobą negatywnych zmian jakościowych w naszej codzienności.

Jeśli dostrzegacie brak konsekwencji w naszym rozumowaniu, na przykład względem informacji z tego artykułu, to już tłumaczę. Ideą zarządzania pieniędzmi nie jest ich ciułanie i przyglądanie się, jak kolejne cyferki dodawane są do bankowego salda. Ideą oszczędzania jest spokój ducha – poczucie potwierdzone przez codzienność, że wszystko jest OK.

Niepokój nadmiernego oszczędzania jest zatem tak samo groźny, co niepokój braku oszczędzania. Zapominamy bowiem o tym, że zdrowie naszej psychiki jest równie ważne, co zdrowie naszych finansów.

Staraj się zatem zapewnić sobie oba rodzaje spokoju: finansowy i psychiczny. To osiągniesz wówczas, gdy odnajdziesz swój własny złoty środek. Pamiętaj jednak, że właściwy dla siebie balans możesz odnaleźć w innym miejscu niż ja czy Twoi znajomi.

Podsumowanie

Na koniec pozostaje mi dodać, byście nigdy nie poddawali się w dążeniu do finansowej harmonii. My ją osiągnęliśmy i doskonale wiemy, jak zbawienny wpływ ma ona na nasze życie. Dlatego Wam również tego życzymy.

Czekamy na Wasze opinie w komentarzach, dotyczące największego kłamstwa finansów osobistych. Czy Wy macie co do niego inne odczucia? Czy znacie inne metody zwalczania mentalnych słabości związanych z finansami?

11 KOMENTARZE

  1. W mojej opinii podstawowym problemem trudności finansowych Polaków jest to, że za mało zarabiamy ale to się powoli zmienia. Zauważcie że kiedyś było głośno o tym, że paliwo było po ponad 5 zł a wtedy minimalna pensja brutto wynosiła coś ponad 1000zł. Nie pamiętam dokładnie ile a nie chcę mi sie szukać w g. Teraz minimalna wynosi 2100 a od stycznia 2250 a paliwo nadal jest po ponad 5 zł. Wniosek z tego taki, że wtedy kiedy Polacy zaspokoją swoje podstawowe potrzeby tj. mieszkanie, jedzenie, auto oraz wczasy będą myśleć o oszczędzaniu i inwestowaniu. Na początek ludzie bez kasy powinni rzucić palenie oraz inne używki albo mocno je ograniczyć. Od razu pojawi się parę stów ekstra.

    • Ok, może i zarabiamy więcej niż jeszcze kilka lat temu, ale nie zmienia to faktu że za te pieniądze dalej nie możemy kupic sobie tyle rzeczy niż nasi sąsiedzi z innych krajów. Wystarczy prześledzić np. wskaźnik Big Macka, żeby zobaczyć, że w innych krajach ludzie zarabiają tyle samo, co Polacy a stać ich na więcej.

    • Kwestia niskich płac, to według mnie odrębny problem. Jeszcze dużo czasu będzie musiało minąć, żebyśmy ekonomicznie przestali być tym żartobliwym „Meksykiem Europy”, ale tak, jak napisałeś, to się powoli zmienia. 🙂
      Używki, o których wspominasz, mają właśnie najgorsze uzasadnienie, często są bardziej utrapieniem niż faktyczną przyjemnością i na dodatek często potrafią pochłaniać spore sumy z naszych portfeli!

  2. Ja to najbardziej nie lubię górnolotnych cytatów wklejanych na zdjęciach wykresów i statystyk, typu „Możesz więcej, niż Ci się wydaje”, „Spraw, by jutro było lepsze, niż dzisiaj” – wolę solidnego kopniaka i powiedzenie i wprost, co robię źle, a nie głaskanie po głowie i mówienie, że „jakoś to będzie, jakoś się ułoży” 🙂

    • Jan, my również jesteśmy uczuleni na taki rodzaj motywowania… :/ Niestety bardziej zabija on w ludziach chęć podjęcia jakichś działań. Mamy nadzieję, że nasz przekaz nie był dla Ciebie zbyt delikatny. 😉

  3. A tak poza tym, to świetny wpis. Coś oryginalnego i ciekawego. Dawno nie widziałem czegoś takiego w finansowej blogosferze.

    Chciałbym się odnieść do fragmentu o biedzie wrażeń. Nie trudno się dziwić ludziom, że wolą wydać pieniądze na przyjemności niż oszczędzać. Co im w końcu pozostaje. Od kilku stówek na koncie nie staną się bogatsi, a tak to chociaż poprawią sobie humor i dadzą sobie jakąś dawkę wrażeń.

    • Wojtek, cieszymy się, że tak uważasz i dziękujemy za komentarz! 🙂
      Przytoczony fragment jest faktycznie dość kontrowersyjny, bo każdy, kto w finansowych kwestiach rozumuje racjonalnie, najprawdopodobniej nie zgodzi się z tym, by niewielkie kwoty można było lekką ręką poświęcać na przyjemności. Nawet niewielkie oszczędności regularnie kumulowane mogą mieć w przyszłości wielką moc, ale… Brak oszczędności, to już problem przyszłego „ja” i on się będzie tym przejmował. Teraźniejszy „ja” woli zdecydować się na przyjemność i zakłada, że uniknie konsekwencji tej decyzji w przyszłości – z reguły błędnie. 😉

  4. Ja zauważam, że wiele osób nie odkłada małych kwot, bo nie widzą w tym większego sensu. Zapominają o tym, że to właśnie z tych małych, niepozornych kwot rosną duże i mające ogromne znaczenie oszczędności.

    Zajmuje to co prawda trochę czasu, nim regularnie odkładane małe sumy pieniężne zaczną się kumulować. Warto jednak wykazać się cierpliwością, bo czas i tak upłynie. A co zaoszczędzimy to nasze 😉

    • Milena, obawiam się, że ludzie nie potrafią znaleźć kompromisu pomiędzy oszczędzaniem a wydawaniem. Z jednej strony obietnice rosnących oszczędności, moc procentu składanego i obiecana wolność finansowa w wieku 50 lat, a z drugiej świadomość, że oszczędzając planujemy czas, którego nigdy możemy nie mieć…
      Wiele osób niestety popada w skrajność i poza dzisiejszym dniem nic więcej się dla nich nie liczy. Trzeba czerpać codziennie z życia, jak najwięcej i z optymizmem patrzeć w przyszłość, którą powinniśmy uwzględnić również w naszych finansach. 😉

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Dodaj swój komentarz!
Wprowadź imię